Przekleństwo szklanych domów. Dlaczego w lipcu marzymy o zamurowaniu okien?

Oglądamy katalogi architektoniczne i widzimy je wszędzie. Potężne, ciągnące się od podłogi aż po sam sufit przeszklenia. Zacieranie granic między salonem a ogrodem to dziś absolutny dogmat nowoczesnego budownictwa. Marzymy o tym, by o poranku pić kawę, patrząc na las przez szklaną ścianę. Problem w tym, że w tym pięknym, instagramowym obrazku nikt nie wspomina, że lipcowym popołudniem nasz wymarzony salon zamieni się w bezlitosny piekarnik.

Wizja jasnych, rozświetlonych wnętrz jest niesamowicie kusząca. Kiedy decydujemy się na projekt domu, architekci chętnie rysują południowe i zachodnie elewacje, które w połowie składają się ze szkła. Uzasadnienie zawsze brzmi rozsądnie: zimą słońce wpadnie do środka i za darmo dogrzeje nam dom. Inwestorzy zacierają ręce, kupują najdroższe, trzyszybowe pakiety o niesamowitych parametrach izolacyjnych i czekają na swój darmowy przydział energii.

Faktycznie, w grudniowe, słoneczne dni ten mechanizm działa całkiem nieźle. Niestety, budzimy się z ręką w nocniku, gdy nadchodzi pierwsze prawdziwe lato. I tu znów na scenę wkracza fizyka, a dokładnie zjawisko, które wszyscy znamy z lekcji przyrody: efekt cieplarniany.

Fale promieniowania słonecznego, które docierają do naszej szyby, mają wysoką częstotliwość. Dzięki temu bez problemu przenikają przez szkło do wnętrza salonu. Kiedy jednak uderzą w naszą piękną, dębową podłogę, kanapę czy stół, zamieniają się w energię cieplną. Zmieniają częstotliwość. I tu pojawia się dramat – to wypromieniowane przez nagrzane meble ciepło nie potrafi już uciec z powrotem przez szybę na zewnątrz. Zostaje uwięzione. Dokładnie tak samo, jak w nagrzanym samochodzie zostawionym latem na parkingu pod supermarketem.

Kiedy temperatura w salonie dobija do trzydziestu stopni, włączają się mechanizmy obronne. Biegniemy do marketu budowlanego i kupujemy wewnętrzne rolety materiałowe, żaluzje, albo grube zasłony (często modne, ciemne). Zasłaniamy okna, odcinając się od tego wymarzonego widoku na ogród, i czekamy na ulgę. Niestety, ulga nie nadchodzi.

Dlaczego? Ponieważ wewnętrzna roleta jest całkowicie bezużyteczna w walce z upałem. Kiedy słońce uderzy w materiałową zasłonę, ta nagrzewa się jak kaloryfer. Ciepło jest już wewnątrz budynku. Zatrzymaliśmy co prawda rażące światło, ale zamiast chłodnego salonu, stworzyliśmy sobie w nim wielki, wiszący grzejnik.

Dochodzi wtedy do największego paradoksu nowoczesnego budownictwa. Inwestor, który zimą wydał kilkadziesiąt tysięcy złotych na potężną warstwę izolacji na ścianach, gruby styropian pod podłogą i rekuperację, żeby zaoszczędzić na ogrzewaniu… latem odpala klimatyzację na pełną moc. Traci potężne pieniądze na prąd, aby schłodzić dom, który sam prosił się o przegrzanie. Oszczędności z zimy znikają bezpowrotnie w lipcu i sierpniu.

Czy to oznacza, że musimy zrezygnować z dużych okien i wrócić do małych lufcików? Absolutnie nie. Szkło jest pięknym materiałem budowlanym, ale wymaga od nas szacunku i przygotowania. Jeśli decydujesz się na potężne przeszklenia od strony południowej lub zachodniej, musisz uwzględnić w budżecie to, co uchroni Cię przed słońcem, zanim to uderzy w szybę.

Rozwiązaniem są zewnętrzne osłony: żaluzje fasadowe lub rolety zewnętrzne. Pancerz, który zatrzyma energię na zewnątrz budynku. Dobry architekt zaproponuje też odpowiednio wysunięty okap dachu, który latem (gdy słońce jest wysoko) rzuci naturalny cień na szybę, a zimą (gdy słońce wędruje nisko nad horyzontem) pozwoli promieniom wpaść do samego środka salonu.

Nie dajmy się zwariować katalogowym trendom. Szklane domy są wspaniałe, o ile potrafimy nimi sterować. Jeśli jednak Twój budżet ledwo spina się na zakup samych ogromnych okien i chcesz zrezygnować z zewnętrznych rolet „na razie, a potem się dokupi”, to zrób sobie przysługę: zmniejsz to okno o połowę. Twój portfel i Twój letni sen bardzo Ci za to podziękują.

We will be happy to hear your thoughts

Leave a reply

Konkretbudowlany.pl
Logo
Compare items
  • Total (0)
Compare
0